wtorek, 3 marca 2009

epidemia słów i potocznych literokochanków zawarta w niekończącej się i świadomej kreacji bohatera, korzystam z trendu nazwenictwa i nadawania tytułów

Biorąc pod uwagę czytelników tego bloga, wszelkie moje rozważania w nim są częścią świadomej, ale jednocześnie żałosnej postawy. Dotyczy to też tego, co zapiszę niżej. Oczywiście, sam się zastanawiam nad tym, dlaczego akurat blog a nie coś innego, prywatnego, zważywszy na to, że ta strona jest tak samo prywatna jak zwykły pamiętnik. Pamiętnik mam, więc to tylko mnie pogrąża.

Blog, blog, blog. Zaczęło się od mało śliniącej się mody na internetowe pamiętniki. Można to nazwać "bumem", ale moim zdaniem blogi nigdy nie przybrały takiej postaci jak inne trendy. Nie było wielkiego parcia na nie, ani formowania się przeciwnych temu grup.

Miałem... Dużo takich blogów. Pamiętam dobrze, że na każdym próbowałem poruszać tematy inne niż "typowi" dla mnie ludzie. Nie mówię, że moja celowa izolacja i alienacja była w jakikolwiek słuszna wtedy, ale zdaję sobie sprawę, że dzięki niej mogłem osiągnąć jakiś skrawek własnego ja. W tamtych czasach nie było to jednak, kojarzone z usilnym i marnym indywidualizowaniem się jak teraz.

Ten blog dumnie okrzyknąłem zbiorowiskiem wszystkiego, co moje. Myśli, opowiadania, słowa, wiersze, piosenki, grafiki. Hmmm... Pozostawiam analizę tego czy mi się udało innym.

Pisząc w tradycyjnym pamiętniku, nie mam oporów. Piszę wszystko, bez zastanowienia. Formułuję to tak, jak chcę, nie jestem ograniczony.
Kiedy kartka i długopis przechodzą przez kliknięcia, mruganie czarnej krechy za literką stajemy przez korektą własnych myśli. Zaczynamy szufladkować, korygować, zastanawiać się. Nieważne, że publika może równać się zeru, albo autor bloga jest po prostu tępy. Proces myślenia w momencie otwierania się okienka nowej notki uaktywnia się błyskawicznie. Nawet jeśli są to mało wydumane przemyślenia nastolatki, albo opis bibki u kolegi. Każdy z nas kiedyś był bardziej głupi.

Przechodzę więc, do mojego przypadku. Nie powiem, że brakuje mi czytelników. Nie powiem, że jest mi żal, że nikt tego nie czyta. Nie jest to podejście olewcze, nie jest to podejście uszlachetnione. Piszę dla siebie. Mogę prowadzić świadomą analizę słów, które chcę użyć. Nie wiem, czy robię to słusznie. Wiem, że wiele osób zrobiłoby to lepiej.

Mogę teraz zacząć prawdziwy temat. (Pragnę zauważyć, że nie napisałem, że miłe by było jakbym mógł się wdać w dyskusję na temat wyżej, jak i niżej napisany)

Samotność. Ostatnio dotykająca mnie zbyt często, nawiązuje do mojej nudy i braku inwencji. Oczywiście, wiele osób tak ma, wiele osób ma gorzej i takie tam, ale czy to jest dla mnie ważne? W chwili problemu człowiek staje się strasznie egoistyczny. Biorąc pod uwagę mój stan psychiczny, nie dziwcie się, że po prostu takich ludzi bronię. Każdy więc, może mieć chwilę zapomnienia od tego co dobre a co złe. Jeśli czujesz, że masz problem nie myśl, że wspominanie sobie o tym, że ktoś ma gorzej ci pomoże. Zresztą, takie złote rady są bardzo irytujące i pewnie każdy sobie z tego zdaje sprawę.

Mój problem to samotność. Sama w sobie bardzo prosta, mało skomplikowana rzecz, która właśnie przez łatwość zrozumienia jej jest bardzo irytująca.
Jest mi źle.

I tak rozmyślając nad moją samotnością nie dochodzę do ważnych wniosków.

3 komentarze:

Unknown pisze...

Bo o to chodzi, żeby pisać dla siebie. Pisanie dla siebie jest najcenniejszą rzeczą, jaką w tej chwili możesz mieć.

bidzin pisze...

Ale wiesz, ile można dla siebie pisać z drugiej strony. Czasami aż chce się dyskutować, kłócić, prowokować.

Unknown pisze...

Więc rób to. Nie wahaj się myśli. Wkrótce dojdziesz do takiej wprawy, że nikt nie zauważy, że jest to jedynie brutalna prowokacja, bo będzie to tak wspaniale ubrane w słowa.

stare