Wydarzenie. Było jasno, pomimo tego, że długie cienie zaczynały padać na ziemię. Niebo powleczone kilkoma chmurami o niezdrowym odcieniu szarości, samo zaś było lazurowym księciem. Słońce spadające ku horyzontowi, odkrywało już Księżyc.
Tak mógłby wyglądać koniec świata. Po czym spojrzał na prawo, na dziewczynę. Otoczeni starymi głazami, trzymającymi się na zielonych pasmach bluszczu i powoju, tworzącymi ołtarz dla Nich. Światło przechodziło przez okiennice bez okien, przez mury bez kamieni. Przeze mnie też przechodzi. Czuł swoimi bosymi stopami zimną trawę.
Tym razem oboje spojrzeli. Widziałem jak złapali się za malutkie dłonie, ściśnięte w smutku.
Uśmiechnął się do niej. Powiedział jej. Obiecał. Zamknął oczy. Poczuł jak ona mówi do niego, słyszał jej uśmiech. Czekali aż, któreś się odważy. I choć razem poszli w dwie strony, wiedział, że pusta droga przed nim, jest taka sama przed nią. I choć to jest gra szatana, oni już w niej wygrali.
ślub trzynastolatków
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz