Rano wstajemy, jemy, wychodzimy do pracy lub szkoły. Autobus jest zatłoczony, ty nie chcesz ustąpić miejsca, bo masz świadomość, że następną godzinę spędzisz stojąc. W pracy zastajesz stos papierów do przeczytania i podpisania. W szkole stajesz się ofiarą książki, zeszytu i długopisu. Wracasz w końcu do upragnionego domu. Znowu jesz. Nareszcie odpoczywasz. Jest już późno, a ty musisz jeszcze przygotować się do pracy lub nauki. Kończysz, myjesz się i kładziesz spać. Życie twoje szybko upływa. Ciągle narzekasz na pecha, o szczęściu często zapominasz. Tak właśnie wygląda życie większości z nas. W ciągłym ruchu, w pogoni za sukcesem nie pamiętamy o naszych celach i marzeniach. Kawa i Apap obdzierają nas z przemyśleń.
Nasz życiowy cel staje się jednym z wielu. Tak jest po prostu łatwiej. Więcej czasu na laptopa i imprezy.
Gubimy się w pragnieniach motłochu. W marzeniach, które wcale nas nie interesują.To nazywamy życiem.
Ci którzy się obudzili, boją się zasnąć i stracić to co zdobyli. Nagle wynoszą się do rangi szaleńców. Nie rozumiem ich, mówią dziwne rzeczy, przecież to bez sensu. To słyszymy.
Widzimy barwy i jednostki. Obrazy i motywy. Znajdujemy się pośród nich. Czy je rozumiemy?
Wszystko to takie smutne, nikt się jednak nie przejmuje. Cóż, takie życie.

18 komentarzy:
"Ale nie, trzeba znowu wstać, ubrać się, zjeść śniadanie, umyć zęby, odespać w autobusie i zastanawiać się, co właściwie robi się w tej ławce. Wyciągnąć książki, podnosić rękę, zapisywać, patrzeć, słuchać.
Ale nie rozmawiać.
Stać, chodzić, siedzieć, ubrać się, przebrać, poprosić, spytać, podejść, załatwić, rozwiązać.
Ale nie rozmawiać.
Wyjść, wsiąść, odespać, zjeść, odrobić, nauczyć się, spać.
Ale nie rozmawiać. "
Nie rozmawiamy, tylko pędzimy przed siebie...
To jest przerażające, że ludzie nie mają czasu, żeby zwyczajnie pomyśleć.
Potem rodzice się dziwią, że ich pociechy wolą dostawać jedynki w zamian za parę godzin wolności.
Tylko również należy mieć z kim rozmawiać... Inni się spieszą, a jeszcze inni nie nadają się do tego.
Nie uważam rozmowy za najważniejszą rzecz w tym wypadku. O wiele bardziej wywyższam świadomość, analizę i widzenie.
Choć nie zaprzeczę, że dzięki rozmowie to wszystko staje się łatwiejsze do osiągnięcia.
No i nie można powiedzieć, że ktoś nie nadaje się do rozmowy. Po prostu tego nie wie, nie uświadomił sobie tego.
Wszystko jest kwestią wiedzy i uświadomienia tego sobie. Wtedy, to wszystko staje się prostsze, osiągalne.
Rozmowa może potwierdzić nasze domysły i zmusić do innych refleksji, to symbol pewnej nici porozumienia, której w społeczeństwie po prostu brakuje, wszyscy zamykają się na swojej własnej "wysepce", dbają wyłącznie o siebie, chociaż tak, są wyjątki, które jak promienie Słońca, dają jakieś lepsze światło na świat.
Oni się nie zamykają, tylko zostają zamknięci przez społeczeństwo. Po prostu wszystko staje się jednym. Nikt nie potrzebuje rozmowy, wiedzy, rozumienia. Każdy przecież jest taki sam.
Społeczeństwo zlewa się w jedną masę...
Heh, wszystko staje się jednym... Jak w komunizmie...
A indywidualizm oznacza herezję. Nie wiem czy wiesz, ale w antyku, herezja oznaczała właśnie odstawanie myślą oraz bycie kreatywnym właśnie.
Wiem, że to, co powiem za chwilę będzie bardzo egoistyczne, ale czasami zastanawiam się, czy np. jacyś moi znajomi, myślą o sprawach religijnych. Czy zastanawiają się, czy ich wybór jest dobry, czy to na pewno najlepsze wyjście.
Religia w tych czasach staje się naturalną koleją losu. Większość ludzi przestaje wiedzieć co i jak. Po prostu idą. Nikt nie patrzy głębiej na swoje przekonania. On je tylko widzi.
Nie uważam tego za jakieś szczególnie egoistyczne myślenie, po prostu zastanawiasz się nad innymi i tyle. Nie zachowujesz się jak niektórzy ateiści, iż prowadzisz krucjatę mająca na celu przekonywanie wierzących do ateizmu.
Ja się raczej spotykam teraz z tzw. modą na katolicyzm. Wiesz, chodzenie do oaz, częste spowiedzi. Mam wrażenie, że to jest wszystko po to, aby poczuć się inteligentnym. To znaczy, nie mam nic przeciwko gorliwym wierzącym. Obrali taką, a nie inną drogę. Ja osobiście jednak się z tym nie zgadzam. Po prostu.
Ale moda na ateizm kościelny również jest, bodaj osiągnęła swoje apogeum kiedy byliśmy w gimnazjum, pewna Ala jest tego doskonałym przykładem.
Możliwe, ze jest bardziej powszechna wśród młodszych, dlatego jakoś trudno mi to dostrzec.
No bo głównie chodzi o młodzież, takiej mody nie zaobserwowałam wśród dorosłych.
Bo juz nie maja czasu na to.
Choc musze powiedziec, ze bawi mnie jak jakis ateista powie mi, ze nie wierzy w Boga (tak, tak, czesto tez zapomina, ze ateista nie wierzy w ogole w sily nadprzyrodzone), bo nie lubi struktury Kosciola. Oczywiscie, ma do tego prawo wyboru. Choc ta sprawa nadal jest conajmniej... dziwna.
Mam o tym notkę;] To ateista tylko dlatego, bo nie pasują mu ludzie i tyle, wszak Kościół został założony przez człowieka.
Ja biorę pod uwagę dlaczego rezygnuje z tego, jeśli może to zmienić?
Ale nie chciałbym osądzać ludzi, sam jestem ateistą i nie chciałbym być osądzany dlaczego. Jak dla mnie każdy powód jest dobry to zmiany życia na lepsze. Człowiek dąży do szczęścia i nikt mu tego nie zabroni, poza jego moralnością lub prawem naturalnym.
Być może dlatego, że nie wiedzą, iż zmianę świata zaczyna się od zmiany siebie i naprawy własnego środowiska?
Można patrzeć na to z różnych stron. Równie dobrze tak jest bardziej szczęśliwy? Może ta akurat droga jest lepsza dla niego?
Choć... Każdy powinien poszukiwać.
Prześlij komentarz