poniedziałek, 26 listopada 2007

jesus christ, will you look at Me?

Jako autor wiem, że Ona wyszła. Nikt inny nie podejrzewał, że ucieknie. Dobra dziewczyna, wzorowa uczennica i tak dalej. Teraz wszystko staje się jasne. Młoda, uwięziona w szufladce "kujony", cicha, co dziwne - ładna. Typowa bohaterka niejednej z powieści fantasy, gdzie dziewczęta przenoszą się do innego świata, zdobywają nowych przyjaciół, którzy zdają się wiedzieć więcej od niej, że jest strażniczką, królową, księżniczką, dziewczyną. W końcu, dzięki nim zdejmuje okulary, zakłada soczewki, rozpuszcza włosy, nagle zdają się lekko kręcone, jej piersi rosną pod wpływem powłóczystej szaty - oczywiście ze srebrnymi haftami. No i na koniec, wszyscy widzą w niej bohaterkę, która walczy, nie boi się, wierzy w przyjaciół, broni tego, w co wierzy.

Jeszcze nie zaczęli szukać, bo przecież wyszła na spacer. Nie ma jej dopiero dwadzieścia minut. Zaraz przyjdzie, zdejmie buty i kurtkę przeciwdeszczową (jest zimno i po deszczu), usiądzie przed swoim biurkiem, otworzy zeszyt, książkę, zrobi pracę domową, przeczyta rozdział swojej ulubionej książki, którą poleciła jej mama przed wyjściem. Ona lubi tyle rzeczy, co jej mama. Wykapana mama. Charakter po mamie, wygląd po mamie. Tata jest odległym wspomnieniem, obrazkiem we mgle. Wspiera Ją, daje pieniądze, kocha, ale pozostaje na drugim planie, bo ojcowie zawsze są dalej.

Wyszła na spacer. Z przyjaciółkami, córkami znajomych rodziców, bliskich znajomych. Innych znajomych nie miała. W szkole uczyła się, nie rozmawiała.

Koleżanki odprowadzają Ją pod dom i z uśmiechem na twarzy, zostawiają przed klatką schodową. Mówią "Cześć. Cześć". Znikają... WRESZCIE.

Spod klatki idzie na chodnik, znajdujący się koło głównej ulicy. Jest dużo ludzi. 20:00.

Nie wiem czy Ona rozmyśla o czymkolwiek. Czy zastanawia się jaką jest ciotą, uzależnioną dziewczynką mamusi. Czy wmawia sobie, że nie jest, nie jest kujonem. Że Jej zależy na dobrych ocenach, dobrej szkole, dobrej maturze z wisienką na górze. To nie jest ważne. Idzie już godzinę. 22:00.

Rodzice dzwonią z czystej miłości, czy już wraca do domu.

Ona staje przed dużą, du-dużą, kałużą na ulicy. Mijają ją ludzie. W kałuży, widzi siebie, czarne niebo, światła latarni rozjaśniające jej chudą twarz. Dzwoni komórka. Klasyczna piosenka Cerekwickiej - Jej ulubiona, wgrana przez Jej koleżanki. Podnosi telefon i patrzy. Patrzy. Patrzy. Puszcza komórkę. Telefon stapia się z czarną wodą na ulicy. Ujawnia zmiażdżoną puszkę Coli spod lustra wody. Gaśnie.

23:00.

Ludzi już nie ma.

Jest Jej ciepło. Zdejmuje kurtkę i rzuca ją na ławkę, na której siada. Wyciąga się na niej. Po chwili wstaje. Zapomina o kurtce, tak przez przypadek.
Zaczyna nucić. Ja wiem jaka to piosenka, bo sam ją lubię.

Śpiewa, po cichu. Powoli ręce i nogi wpadają w rytm. Gesty, kroki. "Jesus Christ, will You look at me?" - wyciąga ręce i woła.

Przez przypadek depcze swoje okulary. Gumka sama się zsuwa z jej czarnych włosów. Okazują się lekko karbowane. Jej oczy ujawniają nagle swój turkusowy kolor. Piersi się nie powiększyły.

Świat, który jest Jej, jak i moim domem to Świat Zewnątrz. Odbicie w rzeczywistości, kałuże to moja specjalność. Ona lubuje się w mokrych ulicach. Uzupełniamy się. Razem tańczymy. Lubię Jej piersi.

Powiedziałem Jej, że jest księżniczką, królową, kobietą. Że ma piersi, oczy, włosy. Że jest piękna. Że kiedy tańczy i śpiewa, słychać w tle Muzykę.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Naprawdę fajnie napisane, zawsze podobał mi się taki styl. Już wiem o co Ci chodzi.

bidzin pisze...

Dzięki. Mam nadzieję, że więcej wyjdzie opowiastek takich spod mojej klawiatury.

Anonimowy pisze...

No to ja powiem, że mi taki styl zdecydowanie nie leży...
..ale, pomijając to, naprawdę jestem pod wrażeniem opowiastki, bo co tu dużo mówić - rozwinąłeś sie twórczo - i bardzo dobrze.
Co prawda uważam, że jest parę błędów - rzeczy, które mi się nie podobają - jednak idziesz w dobrym kierunku, a o to chodzi ;)

Anonimowy pisze...

Każdy popełnia błędy;] Zaletą tego stylu jest brak konkretyzacji miejsca czy nawet bohatera, co sprawia, że czytelnik będzie starał się dowiedzieć czegokolwiek o zaistniałej sytuacji, gdyż tekst ten wciąga nie tyle co poprzez całą aurę, ale również pewien metafizyczny pierwiastek.

stare